Posty

Pierogi(s)

Obraz
Nie ma to jak ruskie w piątek... W zasadzie, po raz pierwszy lepiłam pierogi ruskie. Nawet przepisu nie znałam. Miałam oczywiście mgliste pojęcie o tym co znajduje się w moich ulubionych pierogach, ale nigdy nie przygotowywałam ich od zera. A w zeszły piątek miałam zaserwować je obcokrajowcom. Jak dobrze, że technicznie rzecz biorąc to nie był mój obiad. Ja tylko pomagałam i myłam gary. Ale z mojego farszu jestem całkiem dumna. Tyle przynajmniej mogłam pomóc Paulinie. Po wycieczce w Antwerpii nasza sześcioosobowa grupka multi-kulti uzgodniła, że będziemy gotować dla siebie "signature dishes" z naszych krajów. Pierwszy obiad/kolację przegapiłam, bo wcześniej zostałam zaproszona na inny obiad. Drugi obiad miałyśmy przygotować my - Polki. Czy jest coś bardziej polskiego niż pierogi? No ok, jest schabowy z ziemniakami i kapustą zasmażaną, ale Niemka jest wegetarianką. Więc mięso odpada. Polska kuchnia składa się z kilku ważnych komponentów. Mięso. Ziemniaki. Dania mączne...

Wiosna, wiosna. Wiosna, ach to Ty!

Obraz
Na Kasprowym środek zimy. Na Podhalu przedwiośnie. W Holandii... od tygodnia pachnie wiosną! Przez cały tydzień z krótkimi przerwami było słonecznie i zasadniczo ciepło. Nie jest to jeszcze lato ani wiosna w rozkwicie, ale już coś. Wieczory stają się coraz dłuższe i cieplejsze. Powietrze pachnie nie tylko, niestety, marihuaną, ale też zakwitającymi krzewami i kwiatami i po prostu świeżością. Amsterdam jest trochę dziwny pod względem powietrza. Czuję się tu czasami jak nad morzem. Wieje, wszędzie woda i duża wilgotność. I taki klimat mi chyba służy. Chociaż raz w życiu, nie będę narzekać na pogodę. Już od miesiąca tu i ówdzie można zobaczyć pączkujące drzewa, żółte żonkile i różnokolorowe krokusy. Ludzie w końcu wyszli ze swoich czterech ścian do parków i na poldery. W gniazdach pojawiły się bociany. I od miesiąca noszę w sobie nadzieję na lepszą pogodę, na wiosnę, na ciepły deszcz i słoneczne popołudnia. I z każdym dniem jest coraz lepiej. Mam nadzieję, że te resztki zimy, któr...

Można się porządnie wkurzyć!

Obraz
(Ok, muszę dodać do tego jakiś komentarz... tak żeby nie było :P Zdjęcie stare jak świat i miało służyć jedynie w celach edukacyjnych - Pojedynek na miny wg Ferdydurke - ale nigdy nie ujrzało światła dziennego... do dziś. Tak żeby nie było, na co dzień jestem raczej zrównoważoną osobą ;) ) Ja doskonale zdaję sobie sprawę, że jestem z charakteru trudną osobą (w zasadzie tylko nieliczni, zaprzeczą temu stwierdzeniu). To fakt. I ja to wiem. I ja naprawdę staram się być ugodową, miłą Olą. Bardzo, bardzo mocno się staram. Ale wkurz mnie, zajdź mi za skórę, a zobaczysz drugie wcielenie Aleksandry, której nigdy nie chciałeś zobaczyć... Erasmus ma to do siebie, że spędzasz czas z ludźmi, którzy niekoniecznie mają coś z tobą wspólnego. Niedość, że inna kultura, język, historia, to jeszcze dochodzą odmienne poglądy, zainteresowania, przedmiot studiów, itd. itd. W skrócie, w normalnym życiu, nigdy bym z tymi ludźmi nie spędzała swojego cennego wolnego czasu. Ale tutaj... tutaj się "...

Katedra Najświętszej Marii Panny - Antwerpia cz. 4

Obraz
Jako Polka nie jestem przyzwyczajona do płacenia za wejście do kościoła. A wejście do gotyckiej Katedry Najświętszej Marii Panny kosztowało mnie całe 4 euro... Wiecie co ja mogę kupić za cztery euro? Ale nie powiem, było warto, bo katedra jest imponująca zarówno w środku jak i na zewnątrz. Może nie jest to Bazylika Mariacka, ale wciąż jest to imponujący kościół. Moim problemem tu na zachodzie Europy nie jest nawet to, że, żeby pomodlić się w zabytkowym kościele trzeba zapłacić, ale raczej to, że w zasadzie nie ma co wchodzić do kościoła, bo nie ma "do czego" się tam modlić. Kościoły są ogołocone z sakralności, a czasem nawet z większości sztuki sakralnej. Kościół staje się więc zwykłym budynkiem, tyle tylko, że zabytkowym. Ogałaca się go ze wszystkiego co święte i duchowe, a adaptuje dla centrum handlowego, centrum kongresowego, biblioteki, muzeum. Nie wiem jak dla was, ale dla mnie jest to strasznie przykre. I też trochę frustrujące. Bo nie tylko bezcześci się histori...

Podwodny tunel i kolejny most - Antwerpia cz. 3

Obraz
Jak już wam opowiadałam, Brabo wrzucił dłoń olbrzyma do rzeki Scheldt (polska nazwa: Skalda). Dzisiaj będzie poniekąd o tej właśnie rzece. Skalda oddziela stare miasto Antwerpii od tej nowszej części. Kiedyś tam, dawno dawno temu, gdy miasto się rozrastało, mieszkańcy stwierdzili, że wypadałoby wybudować kamienny most łączący jeden brzeg Skaldy z drugim. No i rzeczywiście, zaczęli budowę... Tylko, że nigdy jej nie skończyli i nikt nie wie dlaczego. Początek mostu  Antwerpia do tej pory nie ma mostu, który łączyłby stare miasto z nową częścią. Samochody muszą nadrabiać całe siedem kilometrów, bo tyle zajmuje dojechanie do najbliższego mostu. Tak więc w Antwerpii jest "most, który nigdy nie był mostem, bo nie został wybudowany" (tłumaczenie Belgijskiego przewodnika). Most, który nigdy nie był mostem zostaje więc tylko turystyczną atrakcją. I stamtąd też wychodzą najlepsze pamiątkowe zdjęcia. Ale nie to jest w tym najdziwniejsze. Największym nonsensem i paradoksem...

Czekolada... i nie tylko - Antwerpia cz. 2

Obraz
Belgia kojarzy się nam jednoznacznie z belgijską czekoladą, z belgijskim ciemnym mocnym piwem, z belgijskimi grubymi ociekającymi tłuszczem frytkami, słodkimi goframi i naleśnikami, no i oczywiście z Hercule Poirot'em! W Antwerpii nie brakowało żadnej z tych rzeczy, ale chyba najbardziej podekscytowani byliśmy możliwością kupna prawdziwej belgijskiej czekolady. Na darmową degustację nie było niestety szans. Belgowie, podobnie jak Holendrzy, uwielbiają słodkości. Czekolada, pralinki, przeróżne wypieki, gofry z bitą śmietaną i nutellą, naleśniki z górą masła i cukru pudru. Raj dla każdego łasucha. Czekolada i pralinki są produktami delikatesowymi, ale raz się żyje, prawda? Jeszcze nigdy w życiu nie wydałam tyle na czekoladę. I to nawet nie dlatego, że kupiłam jej dużo... a dlatego, że euro jest pieprzonym masochistą. Ale znajdą tu też coś dla siebie miłośnicy cięższych smaków. Belgia przecież jest znana z niesamowicie smakowitych frytek. Belgowie nie rozumieją, d...