Wschód słońca na Pinnacle
(Powiem tylko, że już raz pisałam tego posta, ale nasz najlepszy na świecie internet niczego nie zapisał... więc...) Po raz pierwszy na Pinnacle (naszą campową górę, a raczej wzgórze, bo góra to dużo powiedziane) poszłam z Valerią - kucharka z męskiego campu - w drugim tygodniu pracy. Nie przemyślawszy całej wycieczki, zadowolona wyruszyłam z campu w mniej więcej godzinną wędrówkę. I oczywiście się zgubiłyśmy, i to w dodatku w pierwszych minutach wejścia na szlak. Na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć tylko tyle, że byłam przekonana, że Valeria zna trasę, bo już na niej była. Nie mam pojęcia jak to się stało, że zgubiłyśmy się na małym zalesionym wzgórzu, rzut beretem od campu, gdy jedna z nas była już wcześniej na tej górze i z mapą w ręku. Na początku muszę zaznaczyć, że mapa nie była mapą tylko bardzo kiepskim szkicem sporządzonym przez Megan (odpowiedzialną za organizację pieszych wycieczek na naszym campie), dodatkowo zamiast patrzyć się na znaki, bez przerwy ro...